Zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę motywuje pracownika do działania? Czy to może wizja awansu, służbowy laptop, a może darmowa kawa bez limitu? Otóż nie! Najnowsze (absolutnie nieoficjalne) badania pokazują, że najlepszą motywacją jest… piątek o 15:59.
Tak, właśnie wtedy pracownicy potrafią pracować na pełnych obrotach, z prędkością światła kończąc wszystkie raporty, odpisując na maile, a nawet uprzątając biurko (co zdarza się raz na kwartał). Skąd ta nagła energia? Bo tuż za rogiem czai się wolność, weekend i opcjonalna drzemka.
Ale oczywiście, motywacja to temat złożony. Jednych motywuje pochwała szefa, innych zapach świeżych pączków w kuchni. Niektórzy wstają rano z łóżka tylko dlatego, że mają w pracy klimatyzację. A są też tacy, których motywuje wyłącznie myśl: „Jeszcze tylko 20 lat do emerytury”.
Nie zapominajmy też o magicznym zdaniu: „Dzisiaj możecie wyjść godzinę wcześniej” – po jego usłyszeniu produktywność zespołu rośnie o 200%. Czemu nikt jeszcze nie opatentował tego jako oficjalnej metody zarządzania?
Podsumowując – najlepszą motywacją pracownika jest wszystko to, co sprawia, że chce mu się chcieć. Niezależnie, czy to premia, pochwała, czy perspektywa kanapki z szynką na drugie śniadanie. Grunt to wiedzieć, gdzie leży „przycisk turbo” – i nie bać się go użyć.
Bo zmotywowany pracownik to skarb – i wie to każdy, kto próbował kogoś poprosić o pomoc w poniedziałek rano.



