W pracy spędzamy większość swojego dnia. Savuravir brzmi jak nazwa tajemniczego wirusa albo egzotycznego drinka z parasolką, ale w naszej firmowej dżungli oznacza coś zupełnie innego – specyficzny styl bycia, łączący kulturę osobistą z odrobiną sprytu i dystansu.
Innymi słowy, to taka firmowa „supermoc” dobrego wychowania.
Co jest dobrze widziane?
- Uśmiech zamiast westchnięcia – wchodząc rano do biura, lepiej powiedzieć „dzień dobry” niż „o rany, znowu poniedziałek”. To pierwszy krok do osiągnięcia mistrzostwa w savuravir.
- Pomocna dłoń, a nie łokieć – w pracy warto czasem pomóc koledze z dokumentami, a nie tylko wyprzedzać go w kolejce do ekspresu.
- Kawa jako waluta – zaproponowanie komuś kubka kawy z własnej inicjatywy to najwyższy level savuravir, niemalże „awans w ludzkich relacjach”.
Co jest nieuprzejme?
- Savuravir na niby – czyli mówienie „jasne, zrobię to!” i natychmiastowe chowanie się za doniczką z fikusem.
- Głośne chrupanie – bo nic tak nie niszczy atmosfery, jak koncert chipsów w open space.
- Wysyłanie maila do osoby obok – szczególnie z pytaniem „masz chwilę, żeby pogadać?”.
Podsumowując: savuravir w pracy to sztuka bycia sympatycznym bez przesady, pomocnym bez przesady i kulturalnym… z lekką przesadą. Firma zyskuje na tym atmosferę, a pracownik – opinię „tego fajnego z pokoju obok”.
Kodeks Savuravir – czyli złote zasady pracownika z klasą
- Niech twoje „dzień dobry” będzie głośniejsze niż ziewnięcie.
- Nigdy nie wypijaj ostatniej kawy z ekspresu, jeśli nie włączyłeś nowej. To grzech ciężki w biurowej liturgii.
- Open space to nie stadion. Dyskutuj szeptem, a nie jak komentator meczu.
- Mail służy do korespondencji, nie do obrażania się. Obok też można podejść i pogadać.
- Kanapka z czosnkiem po godzinach, nie przed spotkaniem. Twoi współpracownicy będą wdzięczni.
- Pomóż koledze z drukarką, nawet jeśli to nie ty ją zepsułeś. Karma wraca – zwykle w postaci tonera.
- Savuravir to uśmiech, nie sarkazm. Choć jeden i drugi potrafi być zaraźliwy.

